READYfilm.heyo.pl

nowożytne krucjaty . imax - kino przyszłości . gospodarka = lokomotywa . za sztukę do pudła
polemika do artykułu 'w jaki sposób telewizja oddziałuje na młodego widza?" . zwoje znad morza martwego

READY

NOWOŻYTNE KRUCJATY

W 1096 roku za sprawą papieża Urbana II zorganizowano pierwszą wyprawę krzyżową w celu odzyskania ziem świętych przez Chrześcijan. Oficjalną przyczyną agresji, była chęć odzyskania ziem świętych z rąk muzułmańskich, faktycznych powodów, możemy się jedynie domyślac, ale nie ulega wątpliwości, iż głównym celem wypraw było nie tyle odbicie zagrabionych ziem (ale na takie hasło łatwiej było zorganizować wojska) ile pokazanie swojej siły, a właściwie siły Kościoła rzymsko-katolickiego jako inicjatora wypraw - metodą zastraszania chciano narzucić poganom jedyną słuszną religię i własny światopogląd.

Prawie 1000 lat od pierwszych krucjat, doczekaliśmy się ich reinkarnacji, tyle, że na zupełnie innej płaszczyźnie. W chwili obecnej w roli papieża występuje prezydent USA, a pretekstem do działań w tym przypadku jest walka z terroryzmem. Być może trudno jest uwierzyć, iż historia zatoczyła koło, a zmieniło się tylko miejsce, środki oraz cel ataku (chociaż nadal celem są kraje muzułmańskie). W tym artykule mam zamiar właśnie przedstawić swoje zdanie na temat prowadzonych kampanii antyterrorystycznych w powiązaniu ich z faktami hisotycznymi odnoszącymi się do wypraw krzyżowych.

Zacznijmy od początku: podobnie jak w przypadku krucjat tak w przypadku kampanii antyterrrorystycznych szukano tylko pretekstu, by rozprawić się niewygodnym przeciwnikiem. W XIXw takim przeciwnikiem był zajmujacy coraz szersze kręgi i wdzierający się powoli do Europy arabski krąg kulturowy. Własnie w nim papież Urban II widzał zagrożenie dla Watykanu, a raczej dla swojej władzy w Europie, gdyż musial zdawać sobie sprawę z faktu, iż wkroczenie nowej (uporządkowanej) religii znacznie ograniczy jego wpływy. Tak więc w tym upatrywałbym prawdziwy powód zwołania pospolitego ruszenia. Podobną sytuację mamy dziś. Trudno tutaj mówić, żeby np.Talibowie byli w stanie zagrozić takiej potędze jak Stany Zjednoczone (chociaż nie możemy zapominać o możliwości użycia broni biologicznej), ale odpowiednie głowy w USA potrafiły wykorzystać okazję, by do wspólnej walki o własne (głównie) interesy. Jakie to interesy mogą mieć Stany Zjendoczone? Podejrzewam, iż te same, którymi kierował się papież Urban II - trzeba pokazać światu, kto tu tak naprawdę ma władzę. Po upadku ZSSR i przy ciągłych
problemach Rosji, USA poczuły się jak ryba w wodzie na arenie międzynarodowej. Teraz to oni, jako jedyne istniejące mocarstwo mogą sobie rządzić światem i skrupulatnie z tego korzystają. Prezydent Bush przejął rolę Urbana II, przy czym wydaje się, iż jest on mniej świadom swojej roli w tym wszystkim niż jego poprzednik.

Nie ulega natomiast wątpliwości, iż pod płaszczykiem kampanii antyterrorystycznej załatwia się własne intersy, czyli usuwa niewygodnych przeciwników, gdyż chyba nikt na świecie nie wątpliwości, że ugrupowania terrorystyczne istniały na długo przed pamiętnym 11 września. Jakoś wcześniej USA nie były tak tym zainteresowane, ba jak się później okazało nawet bagatelizowaly problem do czasu, aż na własnej skórze naród amerykański nie przekonał się o sile terrorystów. Tragiczne wydarzenia z ubiegłego roku popchnęly USA i inne liczące się kraje do zawiązania paktu antyterrorystycznego. Przy czym dziwne jest, iż o tym, kto jest terrorystą decydują prwie tylko i wyłącznie włodarze USA. O ile nie ulegało wątpliwości, że Talibowie, jako sprawcy zamachów z 11 września, będą pierwszym celem zawiązanej konfederacji, o tyle kolejne "nominacje" jasno uświamiają, iż Stany Zjednoczone mają zamiar pod płaszczykiem kampanii anytyterrorystycznej eliminować niewygodnych dla siebie przywódców. I tak w najbliższej kolejności rozpatrywany jest m.in. przywódca Iraku, mający z amerykanami na pieńku od co najmniej kilku lat. Ponieważ nawet po operacji "Pustynna burza" nie udalo się go odsunąć od władzy - dziś szykowana jest kolejna ofensywa w ramach akcji "stop terrorystom".

Nietrudno zgadnąc, iż nadrzędnym celem obecnej kampanii jest nie tyle likwidacja terrorystów, ile niewygodnych polityków - prowadzących politykę niezgodną z jedyną słuszną, kreowaną przez Amerykę. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę jakie kraje
zostały uznane przez administrację USA za kraje terrorystyczne. Do krajów takich zaliczono m.in. Libię oraz Koreę Północną - kraje, które zdecydowanie opierają się polityce USA. Oficjalnym powodem zaliczenia tych krajów do grona terrorystów jest fakt ukrywania się na ich terenie róznej maści terrorystów. Biorąc to kryteriu pod uwagę, należałoby się zastanowić, czy do tego kręgu nie powinno się zaliczyć samych Stanów Zjednoczonych - przecież w tym dużym kraju ukrywa się więcej terrorystów niż w obu tych krajach razem wziętych, co więcej zamachowcy z 11 września pobierali nauki właśnie w USA! Jak więc ma się do tego faktu informacja, iż rządy wymienionych wcześniej krajów wspierają terrorystów? Pewnie w całym tym zamiszaniu chodzi o jakieś partykularne interesy, a na pewno chodzi tutaj o pieniądze i to duże pieniądze. Prawdy pewnie nigdy sie nie dowiemy, ale czy nie jest dizwne, iż z punktu widzenia USA krajami wspierającymi terroryzm są głównie kraje, które oparły się zawałnicy amerykańskeigo kapitału? Tak, podobnie jak w przypadku średniowiecznych krucjat, chodzi tutaj o strefy wpływu. Przy czym
w odróżnieniu od poprzednich krucjat nie chodzi tutaj o zachowanie swoich stref, ale o ich poszerzenie. Stąd też trudno jest mi pogodzić się z tym, że USA arbitrażowo decydują, kto jest terorystą, a kto nie. W ten sposób próbują podzielić świat na leszych i gorszych zapominając o sobie. Przecież dla Chin terrorystami są np. Tajwańczycy, a dla Rosji np. Gruzini, ale jakoś w tych krajach Amerykanie nie widzą zagrożenia. Te dwa przykłady tlyko mają uzmysłowić, jak bardzo słowo "terrorysta" jest nadużywane w dzisiejszym świecie. Jaką więc mamy pewność, iż politycy amerykańscy się nie mylą? Przecież nie moga oni pełnić roli Boga i decydować o losach milionow ludzi.

Czyż nie wydaje się dziwne, w całej kampanii antyterrorystycznej brakuje konsekwencji w działaniu? Z jednej storny do kręgu "niechcianych" zalicza się kraje, które może i mają jakiś związek z terrorrystami, a z drugiej toleruje się ugrupowania takie jak Hamas, które nie kryją się ze swoimi terrorystycznymi ciągotkami. Podobnie jak poprzendio chodzi tutaj o duże pieniądze, czyż nie jest podejrzane, iż walki na Bliskim wschodzie w dużej mierze opierają się na sprzęcie 'made in USA' oraz 'made in Russia'? Wiadmomo, że najlepiej zarabia się na wojnie i dopóki oba kraje będą z tego czerapły korzyści, dopóty na Bliskim Wschodzie nie będzie spokoju, gdyż fanatycy (po obu stronach) zawsze się znajdą. Mogę tylko zgadywać, ale wystarczyłoby, żeby jeden z ataków Hamas przeprowadził w USA, a już o tej organizacji wypowiadano by się jedynie w czasie przeszłym.

Wracając jednak do tematu: podobnie jak w przypadku krucjat średniowiecznych, dużą rolę w organizacji wypraw stanowiły pieniądze oraz propaganda. Nie ulega wątpliwości, że bez solidnego wsparcia finansowego ze strony Watykanu do samych krucjat nigdy by nie doszło, a rozpowszechnianie (często zafałzzowanych) informacji o rzekowmych mordach i bezeceństwach na ziemi świętej tylko powiękzały grono sympatyków. Wydaje się, że w chwili obecnej mamy podobną sytuację. Nie da się ukryć, iż głownym sponosrem imprezy "wybić terrorystów" są Stany Zjednoczony i podobnie jak ich poprzednicy szukają wsparcia moralnego (a raczej usprawiedliwienia dla swoich działań) na całym świecie. Takich związków możnaby oczywiście szukać dalej, ale celem tego artykułu nie jest wypunktowanie zbieżności między krucjatami średniowiecznymi a kampanią antyterrorystyczną. Tym niemniej wyminione tutaj związki pozwalają na nazwanie dzisiejszych zapędów w walce antyterrorystycznej nowożytnymi krucjatami, gdyż jak już wspomniałem na początku, zmieniły się tylko środki oraz cele, ale idea została ta sama.

Już na sam koniec krótka refleksja: czym skończyły się średniowieczne krucjaty wszyscy wiemy. W sumie to nawet osiągnięto zakładany cel, ale biorąc pod uwagę koszty jego osiągnięcia, można spokojnie przyjąć, iż raczej była to inwestycja nietrafiona. Krucjaty przyniosly więcej szkody niż pożytku, miejmy jedynie nadzieję, że współcześni politycy okażą się bardziej odpowiedzialni i wyciągną wnioski z historii, by nie powtórzyć tych samych błędów.

Kikol

reklama


|08|

wsteczspis treści | do górydalej
C 2001 - 2002 Ready - Wszelkie Prawa Zastrzeżonedesign by Szymon Mazurek