READYwww.komorki.com.prv.pl

happyendyzm stosowany . ranking . premiery listopada . john travolta . tożsamość bourne'a . koniec z hollywood

READY

HAPPYENDYZM

Zjawiskiem tak starym jak same kino, a może raczej jak film fabularny, jest pozytywne i optymistyczne zakończenie fabuły, zwane swojsko "happyendem". W obecnych czasach zwykło się kojarzyć taki rodzaj zakończenia z kinem amerykańskim, ale nie zapominajmy, że jako taki "happyend" był narzędziem propagandy nie tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Propaganda sukcesu miała (i ma nadal) miejsce na obu półkulach naszego globu. Oczywiście pojawili się niepokorni, którzy zaprzeczyli złotej zasadzie "happyendu", ale pesymizm nigdy nie był dobrze odbierany przez widza masowego, zatem ich dzieła zostały zakwalifikowane do tych o "wysokiej wartości artystycznej". Tymczasem "happyend" trwał, rozwijał się i mutował, by zaowocować wielością różnorakości. I tak mamy:

"Happyend oczywisty" - określenie to odnosi się do zakończenia fabuły, która rozwija się w sposób łatwy do przewidzenia lub do filmów, które z reguły mają wywołać u widza pozytywny stan ducha. Zatem ta definicja obejmuje większość filmów sensacyjnych, westernów, romansów, komedii mniej lub bardziej romantycznych itp. Występujące postaci są generalnie albo dobre, albo złe, chyba że są zdrajcami, wtedy z dobrych stają się złymi. Dużo rzadziej zdarza się, żeby ze złej drogi nawrócili się na dobrą. W filmach sensacyjnych (ewentualnie kryminalnych) zazwyczaj czarny charakter ginie w scenie końcowej, przy czym jego śmierć ma często charakter zbliżony do zemsty natury: a to zwala się na niego kontener ("Zabójcza Broń II"), a to przybija go do ściany niewypał bomby atomowej ("Broken Arrow"), a to rzuca się na niego wyskoczywszy z Arki Przymierza śmierć we własnej osobie ("Indiana Jones & The Raiders For The Lost Ark") itd. Westerny są trochę uboższe w formę, jeśli chodzi o wyrafinowane sposoby uśmiercania tych złych. Tutaj zazwyczaj sprawę załatwia kula rewolwerowa malowniczo wpadająca w pierś lub między oczy, przy czym bliższe klasyce jest rozwiązanie pierwsze, ponieważ pozwala jeszcze na minimalną przedśmiertną wymianę zdań pomiędzy strzelającym i zastrzelonym. Co ciekawsze ten trick fabularny pojawia się także w przypadku, gdy ginie drugoplanowy bohater pozytywny filmów sensacyjnych. Oczywiście wtedy słowa skierowane do zabójcy wyrażają odwagę ofiary, jej ignorancję wobec śmierci i wiarę w sprawiedliwość. W skrajnym przypadku są to dwa słowa, z których jedno (to na "f") jest tłumaczone na różne sposoby ze względu na jego (nie)cenzuralność. Inna wersja sceny konania drugoplanowego bohatera pozytywnego zawiera jego przesłanie dla pierwszoplanowego bohatera pozytywnego, które również można streścić w dwóch słowach: "Dorwij skur...!" ("Gliniarz Z Beverly Hills III"). W przypadku westernów klasycznych słowa te są dużo bardziej sentymentalne i idealistyczne, często przeplatane lub zastąpione bolesnym grymasem twarzy. Oczywiście we wszystkich przypadkach sprawiedliwości staje się zadość, tak więc znowu mamy do czynienia z "happyendem". Natomiast "happyend" w wszelkich filmach, w których główną rolę gra miłość dwojga ludzi (włączając w to nawet niejeden dramat) z reguły ogranicza się do tego, że mimo wszystkich przeciwności (to w dramatach) czy perypetii (to w komediach romantycznych) młodzi (bo zazwyczaj są młodzi i na dodatek piękni) w ostatniej scenie spotykają się, całują itp. itd. i będą żyli długo i szczęśliwie. Właściwie w wielu wyżej wspomnianych filmach romantyczny aspekt "happyendu" występuje także i jest dodatkiem zwiększającym stopień "happyendyzmu".

Tzw. "happyend nieoczywisty" to inny rodzaj "happyendu", który jest wybrykiem co ambitniejszych reżyserów/scenarzystów. Polega on na tym, że wprowadza się widza w błąd prowadząc akcję wedle utartych szablonów, buduje się bohaterów zgodnie ze stereotypami i trwa w tym stanie aż do kluczowej sceny, zazwyczaj umiejscowionej na dwie do trzech minut przed właściwym końcem filmu, w której to większość elementów ustalonych wedle wcześniejszych reguł ulega radykalnym zmianom. W zależności od intensywności tych zmian należy tu wyszczególnić kilka podkategorii "happyendu nieoczywistego":

- "happyend typu 'kto zabił?'" występujący najczęściej, jak sama nazwa wskazuje, w kryminałach. W tym rodzaju "happyendu" łamigłówka budowana przez cały film zostaje rozwikłana, przestępca złapany (w domyśle: ukarany), a sprawiedliwość usatysfakcjonowana. UWAGA! Nigdy nie należy ujawniać zakończenia takiego filmu osobom, które jeszcze go nie oglądały! Odradza się również powtórne oglądanie tego samego filmu przed całkowitym zapomnieniem jego fabuły.

- "happyend zaskakujący" zwany też czasem "happyendem intrygującym", pojawiający się zwykle w thillerach i pokrewnych, na pierwszy rzut oka podobny do powyższego, jednak znacznie bardziej od niego skomplikowany technicznie, ponieważ rzuca całkowicie nowe światło na całość dzieła i aby tego dokonać, należy umiejętnie konstruować scenariusz już od samego początku ("Szósty zmysł", "Memento").

- "happyend nieoczywisty właściwy" zwany często "happyendem nielogicznym", albowiem występuje w nim niemal natychmiastowe przewartościowanie i rozwiązanie większości wątków występujących w filmie bez brania pod uwagę praw logiki, fizyki, natury i innych praw rządzących światem. Zastosowanie tego rodzaju "happyendu" skłania do podejrzeń, że producenci zmuszeni byli znienacka zakończyć fabułę na skutek nagłego wyczerpania się budżetu filmu.

"Happyendy" można również stopniować w zależności od tego, jak bardzo są "happy" (z ang. "szczęśliwy", nie mylić z "lucky"). Nie wiedzieć czemu ten rodzaj stopniowania wygodnie jest porównywać do zmysłu smaku, przy czym nie chodzi tu o zmysł smaku dobrego i złego, a ten zwykły, cielesny rzec by można, zmysł smaku umiejscowiony w kubkach smakowych na języku, przy czym nie chodzi tu oczywiście o język w sensie lingwistycznym, a ten zwykły, cielesny rzec by można, język za zębami. Analogia pomiędzy "happyendycznością happyendów" a gryzieniem kawałka bułki istnieje w tym sensie, że tak jak bułka może być słodka (polukrowana) lub gorzka (bez lukru i na dodatek taka sucha, że aż w gardle staje), tak i "happyend" może być słodki (tu również można używać terminu "polukrowany") lub gorzki (gdy po filmie mamy wrażenie, że ta bułka rzeczywiście utknęła nam w gardle). "Happyendy słodkie" zawdzięczają swoją nazwę nasyceniu ich optymistycznymi akcentami podkreślającymi, że nie zanosi się, żeby przyszłość nie objęta czasem trwania akcji filmu była zagrożona jakimś nieszczęściem. Swego czasu na użytek baśni ukuło się zakończenie w rodzaju "...i żyli długo i szczęśliwie", które dość dobrze oddaje specyfikę takiego "happyendu słodkiego". Gdy stężenie optymistycznych akcentów przekracza pewien zwykle trudny do uchwycenia poziom, następuje przesycenie słodkości i mamy do czynienia z "happyendem przesłodzonym". Przesłodzenie również może mieć różne poziomy, jednak tutaj nie istnieje ścisły podział, dlatego ich ocenę pozostawia się gustowi czytelnika. Natomiast "happyend gorzki" bywa przedmiotem sporów, ponieważ czasem wręcz trudno zaliczyć go do grona "happyendów", niemniej i taki pojawia się w kinematografii, więc gwoli ścisłości należy go wymienić. Również gorzkość bywa wielorakiego rodzaju. I tak mamy tzw. "poetycką sprawiedliwość" (ang. "poet's justice"), zwaną też "happyendem słodko-gorzkim", "happyend przewrotny", zbliżony do niego "happyend niedokończony", "happyend rozsądny" i "happyend gorzki właściwy", czyli brak "happyendu".

"Poetycka sprawiedliwość" występuje zazwyczaj w dramatach, choć jej elementy pojawiają się w filmach sensacyjnych, w każdym razie jest to zakończenie poważne, zbyt poważne na komedie. Jej sens jest mniej więcej taki, że widzowi po filmie jest przykro, że bohater ginie/jest ukarany, ale wie, że należało mu się. Ma to miejsce na przykład wtedy, gdy bohater ze złego staje się dobrym, ale musi ponieść odpowiedzialność za swoje wcześniejsze uczynki.

"Słodko-gorzkość" ujawnia się bardziej w sytuacji, gdy bohater ginie/jest ukarany niesprawiedliwie, ale widz zdaje sobie sprawę z tego, że takie jest, cholera, życie. To często pojawia się w filmach wojennych lub historycznych, przy czym w tych drugich bohater kończy swe życie zazwyczaj bohaterską (a jakże by inaczej) śmiercią ku jego chwale.

"Happyend przewrotny" cechuje również niesprawiedliwość i to, że problemy, wokół których kręci się akcja filmu, pozostają nierozwiązane, czasem wręcz ze wskazaniem, że rychło wyjdą na jaw ponownie. Takie zakończenia występują w wielu horrorach i to wielokrotnie nim film definitywnie się zakończy (czyt. nim potwór naprawdę zostanie zabity; można tu przytoczyć cytat z "Krzyku", bodajże drugiej jego części: "w filmach zawsze wstają"). Na dokładkę te rozwiązanie często jest na przekór przewidywaniom widza, przy czym trzeba uważać, by i tu nie wpaść w schemat i nie stosować łatwo przewidywalnych niespodzianek, bo te, jak sama nazwa wskazuje, mijają się ze swoim celem. Takie błędy są często popełniane w filmach sensacyjnych lub "niewiadomojakich", gdy scenarzyści chcą podszyć je nutką strachu. Ale zdarzają się też pozytywne wyjątki (np. "Memento"). Mistrzostwo w "happyendzie przewrotnym" osiągnął serial "Z Archiwum X", w którym niemal każdy odcinek właśnie tak się kończył.

Zauważyć jednak warto, że rzadko kiedy wątek rozwinięty w jednym z odcinków "Archiwum" był kontynuowany w innym (a zwłaszcza następnym). Gdyby tak było, mielibyśmy do czyniena z "happyendem niedokończonym", charakterystycznym dla większości filmów mających kolejne części (zwane fachowo "sequelami" bądź "prequelami" w zależności od tego, czy akcja części poprzedniej jest kontynuowana, czy też poprzedzana wydarzeniami z części kolejnej). Do dwóch głównych gatunków eksploatujących ten rodzaj "happyendu" należy zaliczyć horrory ("Krzyk") i... komedie ("Powrót do przyszłości"), a czasem filmy łączące horror z komedią ("Nieustraszeni Zabójcy Wampirów"). Właściwie należy wyraźnie odgraniczyć filmy, w który kolejne części były planowane od tych, których "dwójki" robi się tylko z powodu popularności zdobytej przez "jedynkę". Oczywiście w drugim przypadku o "happyendzie niedokończonym" nie ma mowy i scenariusz kontynuacji naciąga się do granic wyznaczonych przez część poprzednią. Efekt często bywa opłakany ("Nieśmiertelny", "Blues Brothers 2000"), podczas gdy tzw. "trylogie" czy "sagi" bywają interesująco skonstruowane. Innym razem "happyend niedokończony" zostaje zastosowany tylko jako trik techniczny, by uwydatnić właściwie występujący "happyend przewrotny". Wtedy o żadnej drugiej części nie ma mowy, film stanowi zamkniętą całość. Zwykle ma to miejsce w komediach z zacięciem absurdalnym lub niepokojącym, gdy główna postać jest niejako w zaklętym kręgu zdarzeń i nie może się z niego uwolnić, ale widzowi nie jest dane poznać wszystkich szczegółów tej strasznej sytuacji, gdyż film musiałby trwać dużo dłużej niż przewidują normy kina, polityki i higieny.

"Happyend rozsądny" występuje w dramatach i filmach katastroficznych, czyli zawsze wtedy, gdy bohater staje przed trudnymi decyzjami i musi znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia. Oczywiście nie chodzi tu o sytuacje, w które wpędzają swoich herosów scenarzyści filmów sensacyjnych (takim idealnym antyprzykładem zdaje się być cykl o agencie brytyjskiego wywiadu nazwiskiem Bond, James Bond, dla przyjaciół 007). To raczej wybory szarych ludzi dotyczące ich życia. Ich decyzje mają swoją cenę i oni są jej świadomi. Biorą odpowiedzialność za to, że coś zyskując tracą coś innego i to jest właśnie istota tego "happyendu". Ze względu na moralizujący charakter jest on obecnie w zaniku na rzecz "happyendów beztroskich" (umiarkowana frakcja "happyendów nielogicznych").

No i wreszcie ostatni "happyend gorzki właściwy" występujący raczej sporadycznie, ale zawsze przy głośnym akompaniamencie krytyki, z której część jest zdecydowanie "za", a druga część zdecydowanie "przeciw". Zastosowanie tego "happyendu" wskazuje na pesymistyczne podejście reżysera do życia lub jego zapędy eksperymentatorskie. Bywa, że różne odmiany tego "happyendu" stają się swoistym podpisem reżysera. Jako przykłady można podać dwa tak znane nazwiska jak David Lynch czy Quentin Tarantino, choć nie tylko oni epatują widza pesymizmem. Warto przy tym zauważyć, że obaj ci panowie są obdarzeni różnym poczuciem humoru, co wpływa na ostateczny kształt filmu, a więc i "happyendu".

Podsumowując: "happyend" jest zjawiskiem powszechnym na dużym i małym ekranie, jednak przedstawiony powyżej podział jest umowny, albowiem niemal co film, to inne zakończenie, niekoniecznie podchodzące pod którąś z powyższych kategorii. Ktoś z czytelników może wymyślić lepszy podział, życzę powodzenia.

Łukasz "LLucky" Adamowski

reklama
Miejsce na Twoją reklamę


|21|

wsteczspis treści | do górydalej
C 2001 - 2002 Ready - Wszelkie Prawa Zastrzeżonedesign by Szymon Mazurek