TOŻSAMOŚĆ BOURNE'A - RECENZJASzczerze powiedziawszy poszedłem na ten film niechętnie, nastawiony na to, że będzie totalną porażką. Matt Damon w roli tajnego agenta? Wydawał mi się odrobinę za młody do tej roli. Ponieważ jednak nie należy wydawać opinii na temat czegoś, czego się nie widziało, postanowiłem film ten zobaczyć. Po obejrzeniu go miałem mieszane uczucia. Film ma swoje plusy i minusy. Dużym plusem nie jest wcale obsada aktorska, która co prawda staneła na wysokości zadania, ale bardzo dobre zdjęcia. Reżyser, Doug Liman, podjął się nie lada wyzwania, ponieważ jak pamiętamy była już próba przeniesienia powieści Roberta Ludluma na duży ekran, niestety niezbyt udana. Może dlatego, że opowiadanie to jest dość obszerne i poprzednim razem byliśmy katowani całą masą niepotrzebnych rzeczy, które mają zastosowanie w ksiązkach a nie w filmach. Tym razem reżyser nie popełnił tego błędu - historia Jasona Bourne'a została okrojona i zmieszczona w 120 minutach. Właściwie to z całego opowiadania został jedynie sam bohater, organizacja Treadstone i kobieta, która mu pomaga. Wszelkie inne wątki zostały zmienione, zapewne ze wzgledu na postęp technologiczny, jaki się dokonał od czasu kiedy powieść powstała, a który widoczny jest w prawie całym filmie. Co zatem dostajemy? Podobną hisoryjkę: mężczyzna traci pamięć i próbując dowiedzieć się za wszelką cenę czegoś o sobie, udaje się do Zurychu, gdzie znajduję się konto bankowe, ktorego numer miał zaszyty na plecach. Tam znajduje informacje - jak się nazywa (Jason Bourne) oraz kilka paszportów, broń i mnóstwo gotówki. Później odkrywa w sobie zdolności takie jak walka wręcz, znajomośc kliku języków czy nawet znajomośc broni palnej, co wcale go nie cieszy, lecz przeraża. I słusznie, gdyż w ślad za nim wyrusza grupa agentów rządowych, mających na celu wyeliminowanie go. Oczywiście w filmie nie mogło zabraknąć pięknej dziewczyny (w tej roli Franka Potente), która pomaga Bourne'owi najpierw za pieniądze, a poźniej oczywiście z miłości. W filmie mamy dość sporo akcji i humoru - dzisiaj własciwie film bez elementów komediowych to rzadkość. Scena pościgu samochodowego, w której Bourne ucieka wąskimi uliczkami Paryża malutkim samochodzikiem, bodajże firmy FIAT i zostawia w tyle dużo lepsze samochody oraz, o dziwo, motory, jest wykonana wręcz perfekcyjnie. Sceny walk również są wykonane na wysokim poziomie. Widać, że Matt Damon przyłożył się do tej roli. Podobno przed rozpoczęciem zdjęć do filmu wyjechał na pustynie z żołnierzem ze SWAT i tam rozkładali broń na części, czyścili ją i składali ponownie. Muzykę do filmu skomponował John Powell, który ma na swoim koncie takie filmy jak "Shrek", "Evolution", czy "Chicken Run" i trzeba przyznać, że całkiem nieźle utrzymuje atmosferę w filmie. Rozpisałem się nad plusami, a gdzie minusy? Film nie jest pozbawiony wad. Nie chcę ich jednak wymieniać, gdyż nie mają one znaczenia wobec całego filmu, który Oskara nie dostanie, ale na pewno wart jest wydanych pieniędzy na bilet. Jedynie fani Roberta Ludluma mogą być troche zawiedzeni, ponieważ film zdecydowanie różni się od ksiązki, co zaznaczyłem na początku. Miłego oglądania. Metacom |