
Na początku był chaos... później powstał świat. Następnie, w zależności od źródła - Bóg, czy to Prometeusz stworzył człowieka. Potem urodził się niejaki Jezus z Nazaretu... Jakieś 1967 lat po tym powstał pewien zespół muzyczny - co do tego zgodne są wszystkie źródła.  | | Plakat promujący film pt."Black Sabbath" |
Czterech wielbicieli blues'a mających po około 20 lat, założyło w Birmingham, swoim rodzinnym mieście, kapelę o dziwacznej nazwie Polka Tulk, która została później zmieniona na Earth. Mimo, że panowie (w nawiasach prawdziwe imiona i nazwiska) Ozzy Osbourne (John Michael Osbourne), Tony Iommi (Frank Anthony Iommi), Geezer Butler (Terrence Michael Butler) oraz Bill Ward (William Ward) nie zachwycali techniką, umiejętnościami gry na instrumentach, pomimo ich początkowych kłopotów (ponoć Geezer z powodu braku funduszy na sprzęt grał nie na basie z prawdziwego zdarzenia, lecz na przerobionej gitarze solowej :]) - stało się o nich głośno w muzycznym świecie, a to dzięki zachowaniom Ozzy'iego na koncertach. Uwierzysz mi, jeśli powiem, że ten miły pan z "Rodziny Osbourne'ów" publicznie zabijał kiedyś różne zwierzątka (chociażby słynne odgryzanie głowy nietoperzowi)? Tak... W roku 1969 członkowie Earth obejrzeli film grozy pt. "Black Sabbath" i postanowili tak nazwać swój zespół. Nazwa trafnie określała mroczny klimat ich muzyki. Pierwsza płyta Sabbath'ów ukazała się 13 lutego (piątek? ;)) 1970. Pierwszymi dźwiękami dającymi się słyszeć po puszczeniu longplay'a są odgłosy burzy i kościelne dzwony... Ach, to jest klimat. Po chwili wchodzi Iommi z ciężkim riffem swojej przesterowanej gitary, słychać pobrzdękiwania basu Butlera i uderzenia perkusji Ward'a. "What is this, that stands before me?" śpiewa swoim niepowtarzalnym wokalem Ozzy (wtedy jeszcze "Ossie"). W tej piosence jest coś szczególnego. Pewnie dlatego, żeby ją nazwać, po raz trzeci zostały użyte te same dwa słowa: Black Sabbath. W drugim utworze, "The Wizard", słychać harmonijkę ustną - to znowu Ozzy :). Ten album musiał przejść do historii - i tak się stało. 18 września tego samego roku pojawił się kolejny album Black Sabbath - Paranoid (Nazwa miała brzmieć "War Pigs", ale nie doszło do tego z powodu wojny w Wietnamie). Otwiera go antywojenny, zajebisty utwór "War Pigs" (intro tego kawałka ma własny tytuł - "Luke's Wall"; początkowo piosenka miała być nazwana "Walpurgis"). Pojawiły się też na nim takie hity, jak tytułowy "Paranoid" czy klasyczny "Iron Man". Album stanowi klasykę heavy metalu, ponad 30 lat później niewiele jest płyt, które można porównywać z "Paranoid". Rok później, 1 lipca 1971, artyści zachęceni sukcesem poprzednich albumów wydali kolejny, nazwany "Master Of Reality". Na początku możemy się przekonać, jak kaszle Tony Iommi, później pojawia się jego ciężki riff - wtedy to było naprawdę ciężkie. Na płycie znajdujemy takie hity jak "After Forever", "Children Of The Grave" (to jest dopiero ciężkie ;)), "Into The Viod", a także lżejsze, instrumentalne "Embryo" oraz "Solitude" - dziwna piosenka - wbrew pozorom śpiewa ją nie kto inny niż Ozzy; podoba mi się tu aranżacja basu - taki prosty rytm, a jest po prostu super. Ten album to Black Sabbath przez duże S - ugruntował pozycję zespołu jako pioniera heavy metalu.
 | | L-P: Iommi, Osbourne, Butler, Ward; 1970 |
Na następny krążek nie trzeba było czekać długo - Volume 4, który miał się początkowo nazywać Snowblind, ukazał się 1 września 1972. Otwiera go utwór "Wheels Of Confusion", którego instrumentalna część nosi nazwę "The Straightener" (nie ma tej nazwy na większości wydanych płyt) - podobnie sprawa się ma jeśli chodzi o "Under The Sun" - instrumentalna część nazywa się "Every Day Comes & Goes". Zespół lekko odchodzi od swego klasycznego, ciężkiego brzmienia na rzecz melodyjności - pojawiają się ballada "Changes" oraz instrumentalny "Laguna Sunrise". Na szczęście odchodzi nie na długo... ...Bo już w grudniu 1973 pojawia się kolejna płyta. "Sabbath Bloody Sabbath" powraca do ciężkiego, metalowego brzmienia, przy czym pozostały elementy melodyjności znanej z poprzedniego albumu. Stało się tak dlatego, że do zespołu dołączył klawiszowiec - Rick Wakeman (mimo to keybord nie był wykorzystany we wszystkich piosenkach z albumu). Tytułowa piosenka albumu stała się hitem na miarę "Paranoid". Który z fanów metalu nie kojarzy głównego riffu z "Sabbath Bloody Sabbath"? Poza tym na krążku pojawiły się "Killing Yourself To Live", czy "A National Acrobat". Mówi się, że piąta płyta zakończyła pewien etap w dziejach zespołu, że była to ostatnia z dobrych płyt Sabbath'ów, lecz ja się z tym nie zgadzam. 1 lipca 1975 ukazał się album zatytułowany "Sabotage", który IMHO jest równie ciekawy jak poprzednie. Krążek był nagrany z nowym specem od klawiszy - Gerald'em Woodruffe. Najlepsze kawałki z płyty to "Symptom Of The Universe", "Supertzar", "The Wirt", "Megalomania". Na niektórych wydaniach albumu po kończącym płytę "The Wirt" nagrany jest trwający 23 sekundy, bardzo cichy utworek "Blow on a Jug". 1 października 1976 na sklepowych półkach pojawił się krążek Technical Ecstasy nagrany w tym samym składzie co Sabotage. Ta płyta brzmiała już trochę inaczej, nie była taka wymiatająca jak poprzednia. Co ciekawe jedną z piosenek - "It's Allright" śpiewa nie Ozzy, ale Bill Ward ;). W międzyczasie ukazała się koncertowa płyta "We Sold Our Soul For Rock 'n' Roll" podsumowująca dotychczasową karierę Black Sabbath. Był to album podwójny - wydawany na dwóch płytach winylowych lub kasetach - znajdowało się tam 16 utworów. Wersja CD była wydawana na pojedynczym kompakcie i została "okrojona" z dwóch utworów - "Warning" i "Laguna Sunrise", które po prostu nie mieściły się. W październiku 1977 z powodów osobistych z zespołu odszedł Ozzy - zastąpił go Dave Walker, klawiszami zajął się z kolei Don Airey. Zespół w tej konfiguracji nigdy nie nagrywał (wystąpili tylko raz, na żywo, w styczniu '78 w programie telewizyjnym 'Look Here!'), gdyż w styczniu 1978 wrócił Ozzy, by skończyć prace nad albumem "Never Say Die", który ukazał się 1 października 1978. Pod koniec trasy koncertowej promującej nowy album Ozzy opuścił zespół. Każdy ma na ten temat inne zdanie - nie wiadomo, czy Ozzy sam odszedł, został poproszony o odejście, czy po prostu wyrzucono go. Zapoczątkowało to nową erę w dziejach zespołu - Black Sabbath bez Ozzy'iego Osbourne'a...
 | | L-P: Ward, Iommi, Dio, Butler; 1980 |
Nowym wokalistą został Ronnie James Dio znany chociażby z Rainbow. Zmienił się też operator klawiszy - teraz został nim Geoff Nicholls. 1 kwietnia 1980 pojawiła się płytka "Heaven And Hell". Był to album czysto heavy metal'owy, ale bardzo udany. Łatwo zauważyć, że linia basu jest trochę inna niż na poprzednich albumach - to dlatego, że po zakończeniu trasy Never Say Die z Black Sabbath odszedł także Geezer. W związku z tym ścieżkę basu do nowego albumu przygotował Geoff Nicholls, lecz zanim rozpoczęło się nagrywanie Heaven And Hell, Geezer wrócił, a Nicholls powędrował tam, gdzie jego miejsce, czyli do klawiszy. Mimo, że na basie gra Butler - autorem muzyki jest Nicholls - stąd ta różnica :). Najlepsze kawałki z albumu to "Neon Knights", "Children Of The Sea" (wymiatająca piosenka), "Die Young". W trakcie trasy promującej album z zespołu odchodzi kolejny z założycieli - Bill Ward. Robi to z kilku powodów - ma problemy z alkoholem i depresją - na krótko przed odejściem stracił oboje rodziców. Na miejsce Bill'a przychodzi były członek Axis, Vinny Appice. To on kończy trasę koncertową. W tym składzie Black Sabbath nagrywa koncertowy album Live Evil podsumowujący osiągnięcia Sabbath'ów. Dio i Appice nie są wymienieni jako pełni członkowie zespołu - dlaczego? Powodem jest kolejny rozłam. Z zespołu odchodzą (czy zostają wyrzuceni - mniejsza o to) Ronnie James Dio i Vinny Appice. Do zespołu wraca Bill Ward (perkusja), natomiast wokalistą zostaje Ian Gillan, ex-Deep Purple. 7 sierpnia 1983 wychodzi nowy album - Born Again. To kolejna heavy-metal'owa płyta, tyle że jest IMHO gorsza od Heaven And Hell. Dio miał dużo lepszy wokal niż Gillan. Po nagraniu albumu odbyła się trasa koncertowa - Ward'a zastąpił na niej Bev Bevan. Nastąpił trudny okres w historii zespołu - przez jakiś czas był on praktycznie nieaktywny. 13 lipca 1985 stało się coś, co ośmielę się nazwać cudem, chociaż tylko w połowie. Black Sabbath zagrał 3 piosenki na koncercie "Live Aid" w oryginalnym składzie - Osbourne, Iommi, Butler, Ward. Niestety było to tylko chwilowe odrodzenie.  | | L-P: Spitz, Hughes, Iommi, Singer, Nicholls; 1985/86 |
Wiosną 1986 ukazał się kolejny studyjny album pt. Seventh Star. Został nagrany w mocno odświeżonym składzie: wokal - Glenn Hughes, gitara - Tony Iommi, bas - Dave Spitz (w piosence "No Stranger To Love" na basie gra Gordon Copley), perkusja - Eric Singer, klawisze - Geoff Nicholls. Co ciekawe - ten album miał być początkowo solowym krążkiem Iommi'ego, ale producenci wywarli na niego tak silną presję, że zgodził się na umieszczenie na płycie nazwy Black Sabbath. Oficjalna nazwa zespołu na tej płycie to "Black Sabbath featuring Tony Iommi". Jesienią roku 1987 ukazał się Eternal Idol. Ta część historii zespołu jest pokręcona jak ruska wiertarka... W tym czasie członkami Black Sabbath byli: Tony Iommi, Geoff Nicholls, wokalistą został Tony Martin, i tu się sprawa zaczyna komplikować, gdyż przez BS przewijają się bsiści Dave Spitz oraz Bob Daisley, i perkusiści - Eric Singer oraz Bev Bevan. Na teledysku "The Shining" za bębnami siedzi z kolei Terry Chimes, natomiast nie wiadomo, kto gra na basie... Na dodatek podczas trasy koncertowej na basie nie gra ani Spitz, ani Daisley - gra Jo Burt :). Pisałem, że będzie zakręcone. Na przełomie maja i czerwca 1989 pojawia się bardzo dobry album "Headless Cross". Sabbath nagrywa go w składzie Tony Martin - wokal, Tony Iommi - gitara, Laurence Cottle - bas, Cozy Powell - perkusja, Geoff Nicholls - klawisze. Oczywiście byłoby zbyt pięknie, gdyby zespół zakończył trasę koncertową w tym samym składzie - zaraz po nagraniu albumu odszedł Cottle, na jego miejscu pojawił się Neil Murray.
 | | L-P: Murray, Powell, Martin, Iommi; 1990 |
Jesienią 1990 ukazał się krążek zatytułowany "TYR", nagrany w składzie znanym z trasy koncertowej Headless Cross. Album był równie dobry. Utwory nawiązują do skandynawskiej mitologii (np. "Valhalla", "Odin's Court"). Album jest brzmieniowo ciekawy - chociaż w moim odczuciu nie jest tak ciężki jak poprzedni. Mówi się, że skład, w którym nagrywano "TYR", był najlepszym od czasu odejścia Ozzy'iego. W grudniu 1990 do zespołu powrócił Geezer Butler. Wkrótce po tym z zespołu odszedł Tony Martin, a na jego miejsce powrócił Ronnie James Dio. Zespół w tej konfiguracji nigdy nie nagrywał, ani nie koncertował - i może to dobrze... Ciekawe co by było, gdyby Dio i Powell, obaj byli członkowie Rainbow, zaczęli grać na koncercie na przykład "Since You've Been Gone"... ;) We wrześniu 1991 Cozy Powell miał wypadek, co zmusiło go do odejścia z zespołu. Na jego miejscu pojawił się Vinny Appice. Latem 1992 wydano "Dehumanizer", najlepszy album od lat, który udowodnił, że Black Sabbath wciąż wie, co to jest dobra muzyka. Mimo, że bardzo ciężka - muzyka wpada w ucho, a Dio śpiewa jak zawsze wspaniale. Dla mnie jest to najlepszy album od 1979 roku. Rzec można jedynie: "Computer God" rulezzz... ;) Pod koniec trasy Dehumanizer'a Ozzy wyraził chęć zakończenia swej kariery grając z Black Sabbath, czemu sprzeciwił się Dio. Odmówił występu na dwóch ostatnich koncertach trasy. Iommi postanowił ściągnąć z Europy Tony'ego Martin'a, lecz ten nie zdążył wyrobić wizy. Na dwóch ostatnich koncertach (14 i 15 listopada 1992) śpiewał przyjaciel zespołu, Rob Halford znany z Judas Priest, czy Fight. W lutym 1993 skład zespołu wyglądał następująco: tony Martin - wokal, Tony Iommi - gitara, Geezer Butler - bas, Geoff Nicholls - klawisze oraz Bobby Rondinelli (ex-Rainbow; podoba mi się ten koleś, widziałem koncert Rainbow, na którym grał na bębnach gołymi rękami...) - perkusja. Black Sabbath nagrał wtedy album, który ukazał się 1 stycznia 1994 pod tytułem Cross Purposes. Po 14 latach grania w Black Sabbath, Geoff Nicholls dopiero teraz został uznany za oficjalnego członka zespołu, chociaż na koncertach cały czas grał poza sceną (do tej pory pojawił się na niej jedynie podczas trasy Seventh Star). 1 marca 1995 wydano (na CD / VHS) album z trasy Cross Purposes zatytułowany Cross Purposes Live. Trzeba tu usprawiedliwić Tony'ego Martin'a, gdyż to co słychać na CPL nie jest szczytem jego możliwości - po prostu był wtedy chory i nie mógł dać z siebie wszystkiego. Zacząłem już pisać o 1995 roku, a nie skończyłem z 1994. Musze wspomnieć, że na jesieni '94 z zespołu odszedł Butler, by pracować nad "Ozzmozis" Ozzy'iego oraz nad swoim projektem - "G//Z/R". Jego miejsce zajmuje Neil Murray, za bębnami zasiada ponownie Cozy Powell - i mamy powrót do składu z 1990 roku (patrz zdjęcie wyżej). Zespół nagrał wtedy "Forbidden", który ukazał się w czerwcu 1995. Album otwiera utwór "The Illusion Of Power", w którym słychać głos niejakiego Ice-T z Body Count. Po raz pierwszy zdarza się, że ktoś spoza zespołu śpiewa na albumie. Pod koniec amerykańskiej trasy koncertowej odchodzi Powell, na jego miejsce wraca Rondinelli. Płyta przeszła przez muzyczny świat bez większego rozgłosu.
 | | L-P: Butler, Osbourne, Ward, Iommi; Ozzfest '99 |
W kwietniu 1996 pojawiło się na rynku coś w stylu "the best of". Składanka ta nazwana została The Sabbath Stones. W pudełku pojawiła się dwustronicowa biografia zespołu z kilkoma błędami. Był to ostatni album Black Sabbath wydany przez IRS records. Po tymczasowym zniknięciu ze scen, na początku 1997 roku pojawiły się plotki, że zespół ma się reaktywować w oryginalnym składzie. Jak każda plotka i ta miała w sobie trochę prawdy. Od marca do czerwca 1997 Black Sabbath grał w składzie Ozzy Osbourne, Tony Iommi, Geezer Butler, Geoff Nicholls oraz Mike Bordin (perkusista z zespołu Ozzy'iego). Po zagraniu na Ozzfest '97 wszyscy wrócili do swoich domów. Zespół ponownie reaktywował się, tym razem w bardziej oryginalnym składzie (za bębnami zasiadł Bill Ward), by zagrać dwa koncerty, 4 i 5 grudnia '97, które zostały nagrane i wydane 20 października 1998 jako Reunion. Pojawiły się tam _dwie_nowe_studyjne_piosenki_ - "Psycho Man" oraz "Selling My Soul". Wszystko było już cool, ale... właśnie - zawsze jest jakieś ale... Bill Ward miał atak serca :(... Zamiast niego na trasę koncertową wyrusza Vinny Appice, lecz po kilku występach Sabbath'ów w Anglii, wraca Bill. Taki stan rzeczy utrzymuje się do dzisiaj. Od zakończenia trasy Black Sabbath koncertował kilkakrotnie, między innymi w Birmingham, Los Angeles, na Ozzfest '01. 14 marca 2001 zostało ogłoszone, że prawdopodobnie pojawi się kolejny studyjny album Black Sabbath. Dobrze, tyko kiedy? Tego nie wie nikt. Członkowie zespołu zajęci są solowymi karierami, u żony Ozzy'iego wykryto raka :/... Ja jestem dobrej myśli. Ciekawe jak będzie brzmiał album nagrany w pierwszym składzie (+ Geoff Nicholls) 30-kilka lat po wydaniu pierwszej płyty... Nie mogę się doczekać... Na zakończenie muszę napisać 3 słowa: KEEP THE SABBATH!  :] |